niedziela, 14 października 2018

2018.10.14. Starachowice - Brody (Kamienna)

Kajakowóz już w pełni sprawny. Mimo tego faktu spływ najbliższy z możliwych.


Taki z gatunku "od tamy do tamy". Towarzystwo kajakarskie dość nowe - Przemek (ROBAK).


Dla niego spływ rodzinnym miastem pewnie był jakimś wydarzeniem.


U mnie bez szału. Przerwa w pływaniu wyciszyła emocje.


Jasne, że lepsze to niż nic, lecz chyba potrzebuję czasu, by wrócić do kajakowego fachu.


Z ciekawostek - aura. Połowa października, a pogoda niczym w połowie lata.


Wody jak na lekarstwo. W mieście notoryczne szuranie po kamieniach.


Za "żelaznym mostem", gdzie rzeka nie została tknięta melioracją, wody już wystarczająco.


Dosyć ciepła i czysta. Ogromna ilość ryb. Niektóre uderzały nawet o kajak.


Kamienna zmieniła się tu jednak w ostatnich latach zdecydowanie. Niestety na minus.


Może nie tyle sama rzeka, jak jej brzegi. Tu ludzie odcisnęli swoje piętno. Wyrżnięte wszystkie drzewa. Krajobraz pustynny.


Szkoda, bo w pojedynczych miejscach, gdzie drzewa się ostały, wyglądało to nieźle.


Piękna paleta barw.


Sam spływ dość senny. Sporo przerw, trochę piwa...


Niemiła niespodzianka pod mostem w Michałowie. Złamane wiosło.


Spacer na "miasto", pożyczone kombinerki i... Polak potrafi - wiosło naprawione.


Przynajmniej na tyle, by móc kontynuować.


Mała ilość wody sprawiła, że za wspomnianym mostem Kamienna też została pozbawiona swojego pazura.


Tu jednak najładniejszy dzisiejszy odcinek.


Rozlewiska w Dziurowie, zalew Brodzki i kolejna przerwa na przystani ośrodka wypoczynkowego.


Stąd w dość szybkim tempie dopadamy do tamy.


Przynajmniej wiadomo, że zdrowie i kondycja pozostały. Chyba nie ma co więcej się podniecać. Ot, niedziela w kajaku. Ileż można pisać to samo?


Zanosi się jednak, że pływania będzie więcej. Robak złapał bakcyla. Prędzej czy później i ja wrócę na właściwe tory.