sobota, 8 grudnia 2018

2018.12.08. Kuźnica - Barycz (Grabia)

Ktoś dumnie nazwał ten spływ - "Mikołajkowym". Jak zwał tak zwał, dla mnie najważniejszy był sam fakt pływania, choć jechałem tam z mieszanymi uczuciami. Wszak Grabia nie była mi obcą rzeką. Tłuc tyle kilometrów w strugach deszczu by nie poznać niczego nowego? Chyba i tak lepsze to, niż "enty" spływ Kamienną. I z takimi dylematami wraz z Przemkiem (ROBAK), ruszamy ku ziemi łódzkiej, niezaniechając wynajdywania zupełnie nowych szlaków wodnych po owej trasie. I kilka znaleźliśmy. Jednak dzisiaj była Grabia.


Czy na pewno taka mi znana? Otóż nie do końca. Wcześniejszy spływ miał miejsce wiosną, przy alarmowym poziomie wody, dwudniowy i tylko dwuosobowy. Dzisiaj stawiła się na wezwanie armada dziesięciu kajaków.


A i Grabia okazała się sama w sobie zupełnie inną rzeką niż ta jaką znałem.


Płynęła grzecznie swoim korytem. Tak na oko, metr, może i więcej niżej.


Póki było wąsko płynęliśmy gęsiego w dość zwartym szyku.


Tylko zrobiło się nieco szerzej i starym, ulubionym zwyczajem wyprzedzam wszystkich, by na czele podziwiać lub nie walory rzeki.


Jedynie Robak dotrzymuje mi tempa. I dobrze, bo muszę przyznać, że jak znamy się od dziecka, tak na spływach ta znajomość nie jest zachwiana.


Wracając do samego spływu. Dzisiaj, mimo iż było zdecydowanie mniej wody, to zapamiętam ze spływu o wiele więcej.


Nie było kluczenia po zalanych polach i łąkach, a czasem nawet podwórkach. Za to było kilka zwałek odsłoniętych przez rzekę i sporo labiryntów z gałęzi.


Mimo, iż nie narzuciliśmy szaleńczego tempa, to jednak reszta ekipy płynęła zdecydowanie wolniej.


Po zeszłotygodniowej, nie do końca takiej jaką miała być eskapadzie, dzisiejsze pływanie było jak zbawienie. Lekkie, łatwe i przyjemne.


Tu oznak zimy nie było żadnych. Nawet słońce nieśmiało wyglądało zza chmur. Ale czy to takie dziwne? Przecież trwa kalendarzowa jesień.


Grabia zaskoczyła mnie "in plus". To, że jest ładną rzeką pamiętałem, ale że aż tak?


Dzisiaj prezentowało się to wszystko wspaniale. Dziwnie tylko było przypomnieć sobie zalany mostek nad którym można było swego czasu przepłynąć,


a jeszcze dziwniej zastawkę, której widzieliśmy ostatnio tylko dziesięciocentymetrową górę konstrukcji. Dziś wprawdzie też bez wychodzenia z kajaka, lecz już z większym trudem trzeba było ją pokonać.


Za tą budowlą Grabia staje się jeszcze piękniejsza. Ukazuje swoje skarpy.


Każda kolejna bardziej urocza niż poprzednia.


Niezbyt kłopotliwe zwałki towarzyszą nam przez cały spływ. Wszystko tam dzikie.


A czystość samej rzeki i brzegów wręcz nieprzyzwoite jak na polskie standardy.


Ani przez moment nie żałowałem tej dosyć dalekiej wyprawy.


Oj, Grabia w moim prywatnym rankingu zdecydowanie wskoczyła na wysokie miejsce w tabeli.


Wszystko, ale to wszystko tu współgra ze sobą. Czasem jedynie zahuczy wiatr w uszach, lecz zagłuszyć uroków rzeki nie zdołał.


Stojąca woda, łabędzie, urocza pani fotograf na brzegu,


najtrudniejsza zwałka dnia dzisiejszego


i jedyna dzisiejsza wysiadka. Zabytkowy młyn wodny w Talarze.


Robimy krótką przerwę na posiłek, zwiedzanie i sesję fotograficzną...


W międzyczasie wyławiamy kajak śmiałka, który nieplanowanie postanowił wspomnianą zwałkę pokonać wpław.


I tu dociera do nas, że dni naprawdę już krótkie. Słońce bardzo szybko zaczyna chować się za horyzontem. Nie czekamy na całą grupę. Posileni wskakujemy w nasze łódki, by za dnia podziwiać ostatnie kilometry założonego dzisiaj dystansu.


Tu już tempo narzucamy szybsze. Zaczyna się walka z czasem.


Zadrzewione miejsca sprawiają, że aparat nie jest w stanie podołać dokumentacji. Cóż, taki aparat.


Czerwone, późno jesienne niebo ma jednak swój urok.


Za ogromnym mostem na "S8",


gdzie stał kolejny zabytkowy młyn... Stał, gdyż dzisiaj zostało po nim jedynie pogorzelisko, gdzie trzeba było nieco połupać lodu...


Kończymy spływ naprawdę już w ostatnich promieniach słońca. Grabia ukazała się jako zupełnie nowa rzeka. Jedynym wspólnym mianownikiem miedzy spływami po jej wodach - bolący ząb.


PS.
Nie radzę zostawiać auta na dogodnym, asfaltowym zjeździe do rzeki w Kuźnicy - kradną!!!!